Waste Busters
Waste Busters

Wywiady

Wywiady

Rozmowa z Magdaleną Jabłońską i Patrycją Surowiec, zarządzającymi spółdzielnią socjalną Zeroban. “Firmy chętnie przekazują nam swoje odpady w nadziei, że coś z nich zrobimy”.

Spółdzielnia socjalna Zeroban przerabia bannery, rollupy, blackouty i wiele innych tekstyliów, które pozostawia po sobie marketing, na rzeczy piękne i przydatne. Możemy je rozdać klientom, sprzedać, użyć jako kolejnych gadżetów reklamowych. Zeroban to przykład świetnie działającej ekonomii społecznej, która zdaniem moich Rozmówczyń, przestaje się nam w końcu kojarzyć z przaśną komuną. Pięć z sześciu zatrudnionych tu szwaczek  to osoby wykluczone społecznie. Na pomysł spółdzielni wpadła Magdalena Jabłońska. Patrycja Surowiec pracuje w niej na co dzień i zarządza procesami sprzedaży i realizacji zamówień. Obie do trzeciego sektora trafiły z biznesu, dlatego wiedzą, jak z nim rozmawiać i czego potrzebuje. Łączą ducha biznesu z potrzebą robienia tego, co dobre dla planety i ludzi. Dla mnie ta rozmowa to kolejne światełko w tunelu. 

Danuta.: Często słyszę, że trzeci sektor choruje na tak zwaną „grantozę”. 

Magdalena.: To niestety bardzo powszechna “choroba”. Organizacja dostaje grant, kończy się grant, organizacja upada. To jest dokładnie to, czego chciałam uniknąć. Stąd właśnie wzięła się forma spółdzielni socjalnej, która ma dawać zatrudnienie osobom wyłączonym społecznie ale jednocześnie zarabiać pieniądze, posiadać klientów. W innym przypadku ludzie z dnia na dzień tracą pracę. Możliwość prowadzenia działalności gospodarczej jest szansą na to, że trzeci sektor się uniezależni. Bardzo spodobało mi się to, że można połączyć biznes i prowadzenie działalności społecznej. 

Danuta.: Jak się ma idea ekonomii społecznej w Polsce?

Magdalena.: Cały czas pokutuje przekonanie, że to wymysł PRL-u a to jest całkowita nieprawda. Ekonomia społeczna to coś, co zrodziło się na świecie w XIX wieku, a ugruntowało w Polsce do połowu XX wieku. Myślę, że to nawet nie PRL ją popsuł, choć sprawił, że przeszła w ręce państwa. Spółdzielczość popsuły nam lata 90-te, kiedy zaczął rodzić się biznes zachodni i wszelkie inicjatywy społeczne zaczęły kojarzyć nam się z komunizmem i ze złą jakością. 

D.: Społeczny = socjalny. Socjalny= komunistyczny?

M:. A komunistyczny to przaśny, byle jaki. Sektor trzeci był odbierany jako kombinatorstwo. Mnie spółdzielczość bardzo się spodobała jako idea.

“Nie ratujemy pół metra materiału ale paletę materiałów”

D.: Macie już kilka dużych firm w portfolio klientów. Jak oceniacie otwartość biznesu na to, aby współpracować z takimi organizacjami jak Zeroban. Jaka jest świadomość? I kto w tym biznesie jest dla Was odpowiednim rozmówcą? 

Patrycja.: Zazwyczaj docieramy do marketingu. Na szczęście informacja o nas już rozchodzi się i właściwie bazujemy na poleceniach. Ci, którzy do nas przychodzą są otwarci, świadomi tego, że coś fajnego można zrobić z zalegającymi w ich magazynach materiałami reklamowymi. Ciekawi ich też aspekt społeczny. Z drugiej strony firmy zaczynają nas szukać, ponieważ ich zagraniczne firmy matki wymagają od nich działań proekologicznych i muszą się wykazać działaniami w obszarze zrównoważonego rozwoju. 

D.: Waszymi klientami są głównie firmy, które same wytwarzają odpady?

P.: Tak, to nasza główna grupa odbiorców, która utrzymuje nam spółdzielnię. Firmy tworząc kampanie outdoorowe mogą zakończyć ją wytworzeniem produktów, które potrzebują. Zamiast je zamówić z nowych materiałów, mogą je wytworzyć z własnych śmieci, odpadów tekstylnych. Na przykład firma LPP przekazała nam materiał ze ścianek reklamowych w sklepie, z których wyprodukowaliśmy 400 pięknych reklamowych toreb. 

D.: A co z firmami, które nie mają swoich odpadów, nie produkują niczego, nie mają też zbędnych rollupów?

P.: Mamy bardzo dużo zebranych materiałów, z których możemy wytworzyć przepiękne rzeczy. Współpracujemy z Fundacją Gdańską i Targami Gdańskimi, bo oni organizują masę eventów. Wiedzą, jak przechować dla nas te rzeczy. Po zamknięciu imprezy dzwonią do nas, że materiały są do odbioru. Wykorzystujemy outdoor, czyli materiały PCV i bannery meshowe (siatkowe) oraz wewnętrzne rollupy, ścianki tekstylne. Ciekawym materiałem, który można wykorzystać są blackouty, które widzimy w centrach handlowych. Jest tego cała masa. 

M.: Jest też cała masa materiałów wyborczych.

P.: Jak widzisz, jesteśmy w stanie zaproponować nasze usługi i produkty firmom, które nie mają własnych odpadów. 

M.: Czasami słyszę zarzut, że nasze produkty są drogie, a przecież materiały otrzymujemy bezpłatnie. A więc, tak nie jest. My ten materiał musimy pozyskać z wielu różnych źródeł, sprawdzić, przewieźć, często dokładnie umyć i to na zewnątrz. Wyobraź sobie banner, który kilka tygodni lub miesięcy wisiał w centrum miasta. Musimy umyć go carsherem. Potrzebna jest woda i energia. 

P.: I człowiek do dźwigania. 

M.: Poza tym, od kiedy mamę w Gdańsku ustawę krajobrazową bannery są też trudniejsze do pozyskania. Oczywiście z samej ustawy bardzo się cieszymy. Odpady można znaleźć wszędzie. Na to miejsce znaleźliśmy niszę, przerabiamy ubrania robocze, od spodni po koszule. 

D.: W sklepach vintage pojawiają się już ciekawe projekty odzieży tego typu.

P.:  Tak, również u nas upcycling odzieży roboczej wziął się z trendu na rynku klientów indywidualnych. Cieszy nas to, że można z resztek ubrań, starej zasłony czy tapicerowanej sofy zrobić coś pięknego. Tylko, że produkując jedną sztukę potrzeba ogromnego nakładu pracy. Dlatego robimy samo, ale na większą skalę. Nie ratujemy pół metra materiału, ale paletę materiałów. Jeden z naszych klientów ma pracowników, którzy co kwartał dostają deputat ubraniowy, w skład którego wchodzą robocze spodnie, kurtka, koszula, t-shirt,  czasami softshell – w zależności od stanowiska. Po kwartale lub pół roku odzież ta trafiała do utylizacji, bez względu na to, czy była używana. Dostaliśmy trzy palety takich ubrań. Wśród nich było wiele nowych. Normalnie trafiłyby do spalarni. Pewnie z punktu widzenia firmy zatrudnienie kogoś, kto sortowałby odzież jest nieopłacalne. Zamówienia ośmiu kurtek jest nadal tańsze niż wyszukiwanie ich w stercie ubrań. Bardzo się cieszę, że te ubrania trafiły właśnie do nas. Przesłaliśmy do tej firmy całą gamę prototypów, z których zostało wybranych około dziesięć. Przez cały rok w ramach ramowego zlecenia przerabialiśmy tę odzież na setki nerek, toreb, torebeczek, woreczków na ubrania. Staraliśmy się zrobić wszystko, co się tylko da, aby zostało naprawdę mało resztek. Nawet małe ścinki zbieraliśmy i wykorzystywaliśmy do puf. Mamy jeszcze pudło mankietów. Cały czas mamy z tyłu głowy, że coś z tymi mankietami jeszcze da się zrobić. Nawet logo firmy wycinaliśmy z koszul oraz kurtek i przyszywaliśmy na nowe rzeczy. 

D.: Jak pracownicy odebrali ten pomysł?

P. Bardzo ciepło. Teraz oddziały zagraniczne chcą z nami współpracować. Mamy nadzieję, że do tego dojdzie. Mieliśmy również fajny case z Morską Agencją Gdynia. Oni podrzucili nam całą masę pasów transportowych, takich, które podtrzymują kontenery na statku. Te pasy po roku tracą atesty, bez względu na to, czy były użyte, czy nie. Zazwyczaj trafiają do utylizacji. Pracownicy naszej gdańskiej agencji są bardzo otwarci i świadomi, bardzo chcieli do czegoś to wykorzystać. Zaprojektowaliśmy dla nich etui na laptopy, które wożą ze sobą po świecie, na targi, rozdają zagranicznym kontrahentom. 

D.: A dlaczego nie polskim?

P: No właśnie w Polsce i ich upominek nie spotkał się z dużym entuzjazmem. Polscy kontrahenci, zgodnie z tym, co powiedzieli pracownicy, są zainteresowani bardziej czymś…. nowym. Ale już na przykład w Rotterdamie ludzie byli zachwyceni.

D.: To etui ma swoją historię.

P.: Tak, ludzi z Rotterdamu bardzo ją docenili i sami zgłaszają się do naszego klienta mówiąc, że pamiętają ich gadżet.

D.: Prowadzicie również projekty edukacyjne. 

M.: Proponujemy wolontariat pracowniczy, robimy edukacyjne warsztaty z upcyklingu, podczas których pracownicy przerabiają swoje własne rzeczy.

D.: Legislacja zaczyna działać na Waszą korzyść. Mamy już zatwierdzoną unijną dyrektywę CSDR, dzięki której firmy będą raportować swój wpływ na środowisko, w tym ślad węglowy. Czy firmy będą mogły wykorzystać współpracę z Wami przy raportowaniu?

P.: Myślę, że na pewno, ale przyznam, że musimy jeszcze poćwiczyć obliczanie zaoszczędzonych kilogramów CO2 (śmiech). Jeszcze nawet nie starałam się liczyć, ile gazów nie powstało dzięki temu, że przejęliśmy materiały, które miały trafić do spalarni. Sama jestem tego bardzo ciekawa. 

M.: Na szczęście jest coraz więcej firm i aplikacji, które pomogą nam, nauczą nas liczyć ten ślad węglowy. 

D.: Skorzystam z okazji i polecę Wam moją rozmowę ze współzałożycielką firmy Tergo Eweliną Sasin. Tu znajdziecie coś więcej na ten temat.

M.: Nie chciałabym jednak zamykać się wyłącznie na biznes. Nadal działamy blisko kultury i instytucji publicznych. Współpracujemy z gdańskim klubem Żak, Gdańskim Archipelagiem Kultury, z Teatrem Szekspirowskim, z Literackim Sopotem. One wszystkie przekazują nam swoje bannery, a nasze torby można kupić w ich sklepikach. 

D.: Czyli poczta pantoflowa działa.

M.: Tak, niedawno odezwała się do nas biblioteka w Radomiu i centrum kultury Zamek w Poznaniu. 

“Wszystko to, co oglądamy na co dzień,  i co wygląda niesamowicie pięknie, bardzo szybko staje się śmieciem.”

M: Zeroban miał być spełnieniem mojego pragnienia o działaniu w 3. sektorze, czyli w sferze organizacji pozarządowych. Spółdzielnia socjalna należy do podmiotów ekonomii społecznej, która jest połączeniem idei zarabiania z dawaniem pracy ludziom pokrzywdzonym. Do tej funkcji prospołecznej dodałyśmy ideę upcyklingu, zatem także elementy proklimatyczne. 

P: Ja pojawiłam się tu przypadkiem pomagając rozliczyć jakiś unijny projekt i wsiąknęłam. Zajmowałam się na początku finansami, ale z czasem odkryłam, że niesamowicie mnie kręci układanie procesu produkcji od pozyskania materiałów do końcowego efektu, jakim jest uzyskanie na przykład pięknych toreb. No i podoba mi się sam aspekt ekonomii społecznej. To że działamy w obszarze odpowiedzialnego biznesu jest dla mnie ogromnie ważne. 

Danka.: Pomysł nie jest nowością na rynku, jednak nadal mało jest takich inicjatyw. Magda, jaka jest Twoja historia?

M. Zajmowałam się marketingiem i PR-em więc również produkcją banerów, rollupów, brandingu na różne eventy. Wszystko to były jednorazowe akcje. Produkowaliśmy góry rzeczy, z którymi nie wiadomo było, co zrobić i które na dodatek, były bardzo drogie. Część rzeczy oddawaliśmy do drukarni, część wyrzucaliśmy. Jeśli były jakieś ładniejsze banery, rollupy to je trzymaliśmy, w zasadzie nie wiadomo po co. Równolegle do mojej pracy w PR, prowadziliśmy rodzinny sklepik w Warszawie na Pl. Unii Lubelskiej z wybranymi ciuchami z drugiej ręki, różnymi wyrobami hand made i używanymi rowerami holenderskimi. Był to początek 21 wieku. Wszędzie były lumpeksy z koszami a my mieliśmy już rzeczy na wieszakach. Można powiedzieć, że prowadziliśmy second hand z wyżej półki (śmiech).

Początek działania spółdzielni zbiegł się z dużymi zmianami w całym moim życiu, nie tylko zawodowym. Po ponad 20 latach mieszkania w Warszawie przeprowadziłam się z dziećmi do Gdańska. Wiedziałam już, że chcę pracować tylko dla trzeciego sektora. Dla niego rzuciłam biznes. Poczułam, że chcę edukować organizacje pozarządowe, jak z nim współpracować, ale także rozwijać idee CSR-u, bo wtedy było to pojęcie jeszcze mimo wszystko raczkujące.

D.: Wtedy zaczynał się już ruch dotyczący upcyklingu.

M.: Pojawiła się wtedy w Warszawie pierwsza edycja Targów Recyklingowych “przeTWORY” i tam poszliśmy z naszymi rzeczami. Obok nas miał swoje stoisko Tomek z firmy HO::LO, który był pierwszym producentem toreb z bannerów w Polsce. Zakochałam się wtedy w tych produktach i sama ich używałam cały czas. Wiele lat później, już w Gdańsku, trafiłam trochę przypadkowo na szkolenie dotyczące ekonomii społecznej. W ramach ćwiczeń mieliśmy wymyślić, jakiś biznes prospołeczny, a pierwszy, jaki mi przyszedł do głowy to było przerabianie banerów, bo przecież znałam cały proces od podszewki. W grupie opracowaliśmy model biznesowy i w zasadzie zdałam sobie sprawę, że to może wypalić. 

P.:  Byłam wstrząśnięta, kiedy odkryłam, jakie ilości jednorazowych odpadów produkuje świat eventowo-reklamowy. Wszystko to, co oglądamy na co dzień,  i co wygląda niesamowicie pięknie, bardzo szybko staje się śmieciem. Gdy słyszę lub czytam, że jakaś marka szykuje jakiś ambient, akcję na mieście z wykorzystaniem np. banerów lub materiałów, gdy jadę przez miasto i widzę olbrzymie banery wielkoformatowe reklamujące film lub jakąś nowość, to od razu myślę o tym, co się z tym wszystkim stanie PO akcji. Kiedyś jeszcze miałam przekonanie, że skoro to jest plastik, to na pewno da się z tym coś zrobić. Nie! Wszelkie odpady reklamowe nie nadają się do recyclingu. I tu pojawiamy się my z ideą upcyklingu. 

“Bez trzeciego sektora nie ma CSR”

D.: W Waszej inicjatywie chodzi również o aspekt społeczny,, 

P.: Tak, równie ważnym aspektem jest to, kto te torby wykonuje. Połowę zespołu stanowią osoby wykluczone społecznie, więc obok idei zero waste przyświeca nam aspekt odpowiedzialnego biznesu.  

M.: To jest sektor pozarządowy. To są wszystkie organizacje społeczne, fundacje, stowarzyszenia, spółdzielnie socjalne, zrzeszenia. Trzeci sektor to wszystkie inicjatywy, które mają element społeczny, działają dla dobra różnych beneficjentów, na rzecz np. zrównoważonego rozwoju, planety, stabilnego zatrudnienia, osób z niepełnosprawnościami, z różnymi chorobami, także psychicznymi, z tymi którzy przez różne okoliczności mają utrudnione życie.

P.: W trzecim sektorze mówimy o tym, czy przedsiębiorca działa etycznie, czy możemy mu ufać. Współpraca z organizacjami pozarządowymi, społecznymi wzmacnia ich morale. 

M.: Tak, bez trzeciego sektora nie ma CSR.

D.: Wymaga się od Was, aby przynajmniej 50% osób było wykluczone społecznie. Czy w to zalicza się zarząd?

M: To jest dość skomplikowane. Ustawa jest mocno nie dla ludzi. Nasza spółdzielnia jest założona przez dwie osoby prawne. Często to osoby niepełnosprawne oddolnie zrzeszają się, aby założyć spółdzielnię. W naszym przypadku min.  50% osób łącznie musi być wykluczone społecznie. My jako zarząd nie zaliczamy się do tego pułapu. Mamy zatem sześć stanowisk krawieckich w tym 5 osób z niepełnosprawnościami. Mamy osoby z niepełnosprawnością sprzężoną, osobę z chorym biodrem, osobę niesłyszącą. Od początku pracuje też z nami dziewczyna, która cierpi na dystonię uogólnioną, w tym dystonię kraniową. Mega trudno jej się komunikować, ma przykurcz rąk, ale daje radę szyć. To jest właśnie działanie prospołeczne spółdzielni. To jest nasze zadanie. Ten, kto kieruje w danym momencie pracownią musi dać takie zadanie Oli, aby mogła wykonywać je w pełni samodzielnie i mieć z tego satysfakcję.

D.: Kim są osoby wykluczone społecznie?

M.: Najczęściej to osoby z różnymi niepełnosprawnościami, zagrożone bezdomnością, opuszczające dom dziecka, uczestnicy zajęć w centrach integracji społecznej oraz migranci. W przypadku migrantów nie jest to proste, ponieważ muszą mieć oficjalnie ustaloną ścieżkę integracji społecznej. Migrantka czy migrant nie mogą do nas tak po prostu przyjść. Muszą mieć najpierw zdiagnozowane potrzeby, ustaloną ścieżkę. Zatrudnialiśmy osoby w kryzysie uchodźczym, ale włączyliśmy je do puli osób bez wykluczenia.

D.: A co z opiekunami osób niepełnosprawnych?

M.: Od listopada 2022 r. nowa ustawa włącza takie osoby do grupy osób wykluczonych społecznie. Pozostaje jednak kwestia zasiłku, którego nie otrzymają, jeśli będą pracować. 

D.: Podpisałyście petycję Dajcie żyć?

M: Taaaak, oczywiście. Osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi są blisko nas, więc doskonale znamy ich problemy i śledzimy temat.

D: A jeśli obcokrajowiec posiada orzeczenie o niepełnosprawności wydane w swoim kraju?

M: No niestety, to nie działa. Zgłosiły się do nas Ukrainki z orzeczeniami, ale w Polsce musiałyby wyrabiać je na nowo.

“Jeśli materiały nadają się jedynie spalenia, porzućcie ten pomysł”.

D.: Poproszę jeszcze o Wasz apel do czytelników.

M.: Ja mam apel do firm eventowych i działów marketingu, aby już na etapie projektowania przemyślały, co będą produkować i jak te materiały będzie można przetworzyć. Jeśli nadają się jedynie spalenia, porzućcie ten pomysł. My damy im drugie życie, a wspólnie przyczynimy się do tego, że, drugie życie dostaną również ludzie pokrzywdzeni. 

P.: Jeśli ma to być materiał służący jedynie podczas jednego eventu, to przetworzenie tego materiału zaplanujcie już na etapie planowania budżetu wydarzenia. Przetwórzcie pozostałości po imprezie w sposób zrównoważony. Możecie to zrobić ekologicznie i z poszanowaniem aspektów społecznych, dając pracę osobom wykluczonym społecznie.  Jeśli się da, realizując inicjatywy ekonomii społecznej.

D.: Niech się spełni! Dziękuję za piękną rozmowę. Życzę Wam kolejnych wspaniałych sukcesów. 

< wstecz