Waste Busters
Waste Busters

Wywiady

Wywiady

O nowej technologii w gospodarce odpadami tekstylnymi na skalę globalną rozmawiam z Maximem Bourland z Reverse Resources, ekspertem zrównoważonego rozwoju w branży tekstylno-odzieżowej.

“Przed nami dużo pracy, aby zbudować w społeczeństwie świadomość tego, w co się ubieramy i jaki ma to wpływ na środowisko. W nadchodzących latach branża modowa będzie musiała skoncentrować się na tworzeniu portfolio materiałów, paszportów produktowych, paszportów cyfrowych, systemu do identyfikacji składu, pochodzenia itp. Zwiększy się interaktywność między konsumentem a producentem. Konsumenci będą chcieli wiedzieć coraz więcej o swoich ubraniach” – mówi Maxime Bourland, Program & Research Manager w Reverse Resources.

47% wszystkich włókien wykorzystywanych w przemyśle modowym staje się odpadami


W jaki dużym stopniu przemysł modowy jest obciążający dla naszej planety? Czy możesz podać nam kilka liczb?

Przemysł modowy, na który składają się branże odzieżowa i tekstylna, jest jednym z największych źródeł emisji CO2 na świecie. Pierwsza to branża budowlana. Teoretycznie około 4% globalnej emisji CO2 pochodzi z przemysłu tekstylnego i odzieżowego (Scaling Circularity, Global Fashion Agenda, 2021). To ogromny wolumen tylko jednej branży.

Branża modowa jest również niezwykle wodochłonna.

Tak, 80% zanieczyszczeń w oceanach pochodzi z lądu, z przemysłu, (theoceancleanup.com, 2022). Zanieczyszczenia te trafiają do oceanów za pośrednictwem około 1000 rzek. W wodach znajdziemy dużo mikroplastiku pochodzącego z poliestru lub poliamidu. Woda jest również zatruwana barwnikami do tekstyliów, chociaż na szczęście istnieje już certyfikat ZDHC (Zero Discharge of Hazardous Chemicals), którego celem jest wyeliminowanie niebezpiecznych chemikaliów z globalnego obiegu. To zbiór standardów dla fabryk tekstylnych, dzięki którym chemikalia i barwniki nie mają już trafiać do rzek i strumieni, a w efekcie do oceanów.

Moda jest ogromnym źródłem zanieczyszczeń, dlatego w naszej branży mamy wiele wyzwań i pracy. Zasadniczo każda wprowadzana przez nas zmiana, nawet niewielka, może mieć duży wpływ na łańcuch dostaw. Marki mogą mieć duży wpływ na środowisko już na etapie wyboru surowca. To jednak dość skomplikowane. Bawełna na przykład  jest bardziej wodochłonna, ale poliester uwalnia w wodzie mikroplastik.

Gdzie powstaje najwięcej odpadów w tym obiegu? W kontekście branży modowej najczęściej mówi się o nadprodukcji.

Istnieje kilka rodzajów odpadów. Pierwsza grupa to odpady przemysłowe, druga to odpady produktowe i są to dwie różne historie. W przemyśle powstają odpady cięte – drobne skrawki z rolek tkanin, z których szyje się odzież – oraz duże odpady powstałe w wyniku wad tkanin i gotowych ubrań. Wystarczy niewielka wada lub niedoskonały kolor, aby ubrania nie trafiły na pierwotny rynek. Garderoba drugiej jakości trafia na rynek lokalny lub wysyła się ją do innego kraju. Reverse Resources szacuje, że 47% wszystkich włókien wykorzystywanych w przemyśle modowym staje się odpadami (Reverse Resources, 2019), biorąc uwagę wszystkie etapy produkcji. Generalnie większość odpadów poprzemysłowych powstaje podczas cięcia tkanin. Według informacji z fabryk, w tym procesie marnuje się od 20 do 25% wszystkich wyprodukowanych tkanin. Zależy to od zastosowanej technologii i rodzaju odzieży. Oczywiście nadprodukcja też jest problemem. Firmy zamawiają nadwyżki, bo nikt nie chce mieć w swoim sklepie pustych półek.  

A czy covid spowodował więcej odpadów? 

Oczywiście. Wyprodukowano miliony ubrań i tkanin a sklepy nagle zamknięto. Dwa lata później, kiedy otwarto sklepy, nie była to już ta sama kolekcja. Kolekcja wiosna-lato 2019 nie mogła się powtórzyć w 2021 roku, to był zupełnie inny świat. Niektórzy producenci próbowali przystosować poprzednie tkaniny do nowej kolekcji lub stworzyć z nich przyszłą kolekcję vintage, ale nadal wiele z nich musiało stać się odpadem. To właśnie w tym czasie wiele fabryk zgłosiło się do Reverse Resources, aby znaleźć sposób na recykling lub ponowne wykorzystanie.

Korporacje nie mają już wyboru, muszą zmienić swoje modele biznesowe

Opowiedz nam Reverse Resources (RR)? Czym zajmuje się Twoja organizacja?

Reverse Resources (RR) to estońska platforma cyfrowa, której celem jest wprowadzenie obiegu zamkniętego w gospodarce odpadami. Śledzimy całą ścieżkę, jaką muszą przejść odpady tekstylne pochodzące z  fabryki, aby trafić do recyklerów.

Nasza platforma jest produktem SAAS (Software as a Service) skierowanym do czterech głównych interesariuszy. Są to marki modowe i ich fabryki będące dostawcami odpadów, osoby zajmujące się utylizacją, pośrednicy, którzy zajmują się sprzedażą odpadów oraz recyklerzy, którzy mogą je przetworzyć i ponownie wprowadzić do przemysłu.

Firma została założona przez Ann Runnel i Nina Castle’a w 2014 roku. Kiedy Ann wróciła z Bangladeszu, zdała sobie sprawę z problemu braku przejrzystości w biznesie modowym. Z jednej strony w fabrykach pozostało dużo resztek a z drugiej istniały firmy gotowe przetwarzać te materiały. Problem polegał na tym, że trudno było im się odnaleźć. To było jej główną obserwacją. Recyklerzy poszukiwali dobrej jakości materiałów nadających się do recyklingu. Jednak odpady z fabryk przechodziły z rąk do rąk, czasami przez 3 a nawet 5 pośredników. Odpady najlepszej jakości stawały się coraz droższe. Na ostatnim etapie zostawały resztki,, które ostatecznie trafiały do ​​spalarni lub na wysypiska.

Jak można temu zaradzić?

Nasze oprogramowanie to narzędzie do inwentaryzacji, które bardzo wyraźnie wyszczególnia każdy rodzaj odpadów bezpośrednio na produkcji. Ważne jest to, aby w momencie cięcia materiału odpady zostały posegregowane i oddzielnie składowane. Jeśli zostaną zmieszane, ich wartość natychmiast zacznie spadać. Dam ci przykład. Recykler chce kupić 24 tony 100% bawełny w kolorze białym, czyli cały kontener. Dzięki naszej platformie może kupić ją z pierwszej ręki z nawet 10 fabryk za jednym razem. Pomagamy śledzić cały proces. Nasi recyklerzy mają dostęp do tej samej bazy co fabryki, mogą kupować odpady bezpośrednio z nich wiedząc, ile ich jest, jaki mają kolor i skład. Zmniejszamy liczbę pośredników, chociaż zazwyczaj jeden jest niezbędny do pomocy przy zbieraniu, agregacji, kontroli jakości i innych usługach. Ale dzięki temu, że unikamy kolejnych pośredników, ceny dobrej jakości odpadów stają się przyzwoite. To rozwiązanie jest bardzo skuteczne. Zapewniamy pełną identyfikowalność odpadów od fabryki do recyklera i umożliwiamy markom zachowanie przejrzystości w ich łańcuchach dostaw.

W jakich krajach już działacie?

Głównie w Bangladeszu, ale realizujemy również projekty w Afryce Północnej, Azji Południowo-Wschodniej i Europie. Współpracujemy nie tylko z firmami, ale także z organizacjami publicznymi, funduszami inwestycyjnymi, ONZ, wszystkimi, którzy dążą do stworzenia sieci recyklingu odpadów. Od trzech lat zajmujemy się budowaniem gospodarki odpadami tekstylnymi w Egipcie, Maroku, Tunezji, Indiach i Wietnamie. Wybraliśmy tu najlepsze technologie recyklingu, określiliśmy ich lokalizację, znaleźliśmy dostawców. Dzięki tej intensywnej pracy zebraliśmy dane, jakich rynek nigdy wcześniej nie miał. Brakowało takich informacji. Jeśli teraz ktoś chce zainwestować w recykling odpadów np. w Indiach, możemy mu powiedzieć, ile jest odpadów, z jakich materiałów, ile jest bawełny lub poliestru, w jakich regionach znajduje się przemysł. Wszystko jest na naszej platformie.

Czy wielki biznes jest gotowy na te zmiany? Czytamy o startupach i nowych technologiach zaangażowanych w ratowanie planety. Ale bez wielkich graczy nie wygramy tej bitwy!

Nikt ich już nie pyta, czy są gotowi, czy nie. Nie mają takiego wyboru. W dotychczasowej gospodarce liniowej wykorzystywaliśmy materiały pierwotne a te stają się coraz trudniejsze do zdobycia i coraz droższe. Możliwość produkcji bawełny lub papieru jest ograniczona. W przypadku syntetyków, które powstają z paliw, problemem jest z kolei rosnąca cena benzyny. Dlatego korporacje nie mają już wyboru i muszą zmienić swoje modele biznesowe, muszą znaleźć inne rozwiązania, pracować nad nowymi rodzajami materiałów, wykorzystywać materiały nadające się do wtórnego przerobu, takie, które już istnieją.

Przepisy szybko się zmieniają, ale również konsumenci wywierają coraz większą presję. Fabryki chcą pochwalić się certyfikatami na organiczną bawełnę, recykling lub zrównoważone wykorzystanie chemikaliów. Być może robią to tylko dlatego, że sąsiad ma już taki certyfikat, ale najważniejsze, że coś się dzieje. Ludzie zaczynają oczekiwać większej liczby produktów oznaczonych jako ekologiczne.

Recyklerzy poszukują szlachetnych tkanin więc kupowanie takich ubrań zwiększa szansę, że pewnego dnia trafią do recyklingu

My jako konsumenci nie jesteśmy ekspertami i często nie wiemy, co oznaczają informacje na metce.  

Konsumenci nie muszą wiedzieć, co oznacza dany certyfikat, nie muszą być ekspertami i dlatego potrzebujemy narzędzi, dzięki którym będą mogli po prostu zaufać tym wszystkim oznaczeniom. Na etykiecie powinny się znaleźć informacje, liczby i dane, które będą zrozumiałe dla wszystkich.

Dlatego tak ważne jest cyfrowe śledzenie wszystkich procesów związanych z wykorzystaniem materiałów w tej branży. Potrzebujemy cyfrowych śladów tego, co dzieje się z materiałami, aby mieć pewność, że to, co nosimy, wróci do przemysłu. Robimy postępy, ale w nadchodzących latach musimy zrobić znacznie więcej, ponieważ przepisy staną się bardziej rygorystyczne. W ubiegłym miesiącu Komisja Europejska przedstawiła pakiet gospodarki o obiegu zamkniętym z propozycjami tworzenia zrównoważonych produktów w przemyśle tekstylnym. Marki będą miały znacznie większą odpowiedzialność za kontrolowanie materiałów tekstylnych i swoich odpadów. Stanowi to duży problem w krajach konsumenckich, które przyzwyczaiły się do wysyłania swoich odpadów do krajów produkcyjnych. Teraz będzie to trudniejsze.

Które kraje są liderami ekologicznych rozwiązań?

Bardzo trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jest to bardzo subiektywne. Pod tym względem musimy postrzegać Unię Europejską jako całość, ponieważ pod względem prawnym świat UE to jeden blok. Unijne przepisy dotyczące zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska, są zwykle punktem odniesienia dla reszty świata. Choć oczywiście nie wszystkie kraje europejskie są na tym samym poziomie. Myślę jednak, że bardzo trudno jest powiedzieć, że jeden kraj jest lepszy od drugiego. Każdy kraj ma inne wyzwania. W Polsce wyzwaniami są zanieczyszczenie powietrza, transport i energia. Sposób, w jaki postępujemy z odpadami, nie jest tutaj priorytetem. We Francji – mówię to nie dlatego, że jestem Francuzem – w kwestii odpadów rząd wykonał ostatnio kawał dobrej roboty. Powstały nowe przepisy, które zminimalizują odpady produkcyjne, takie jak drewno, tworzywa sztuczne i tekstylia. Powstają państwowe punkty zbiórki odpadów, do których łatwiej będzie dotrzeć lokalnym recyklerom. Francja wprowadziła też nowe rozporządzenie zabraniające supermarketom wyrzucania żywności. 

W sektorze tekstylnym Europa jest jednomyślna i wszystkie kraje zmierzają w jednym kierunku. Powstanie infrastruktura, która umożliwi konsumentom zwrot odzieży używanej. Nie oznacza to, że 100% odpadów zostanie poddanych recyklingowi. Nie wszystkie ubrania nadają się do recyklingu, ale idziemy we właściwym kierunku. Na szczęście firmy nie będą mogły bezkarnie wysyłać śmieci poza granice krajów OECD. Będą mieli ten sam problem, co w 2016 roku, kiedy Chiny zamknęły swoje granice na przyjmowanie odpadów z tworzyw sztucznych. Rynki europejskie zostały wtedy zalane odpadami, których nie udało im się tam wyeksportować. 

Dlatego tak ważne jest, abyśmy rozwijali możliwości recyklingu. Jest to jednak bardzo złożony proces. Weźmy na przykład parę dżinsów. Oprócz samego materiału mamy guzik, zamek, przeszycia, często jakieś ozdoby, które trzeba wcześniej usunąć. Jeśli chcesz przetworzyć parę dżinsów, musisz zmarnować od 20 do 30% całości.

Jakie są rodzaje recyklingu tekstyliów?

Zanim coś trafi do recyklingu, powinno być używane tyle razy, ile to możliwe. Ubrania, których już nie chcemy nosić, możemy spróbować sprzedać komuś innemu. Ale wracając do pytania, mamy recykling mechaniczny, recykling chemiczny i technologie hybrydowe. Recykling mechaniczny polega na rozdzieraniu i rozdrabnianiu tekstyliów na włókna i ponownym wykorzystaniu ich w tej formie. Jest bardziej wrażliwy na jakość produktu wyjściowego i nie zawsze będzie w stanie wytworzyć dobrej jakości włókna z odpadów niskiej jakości. Recykling chemiczny może przetwarzać trudniejsze kompozycje tekstylne i wytwarzać z nich wysokiej jakości włókna z recyklingu.

Zawsze ważny jest jednak skład. Weźmy na przykład elastan, który masz w dżinsach, we wszystkich rozciągliwych materiałach. To świetny produkt w użyciu, bardzo popularny, ale trudny do recyklingu. Maszyna nie może tego przetworzyć. Pojawiają się nowe technologie. Maszyny już teraz radzą sobie ze składem 98% bawełna i 2% elastan, dążą do akceptacji nawet 5% elastanu. Ale i tak mieszanki są trudnym orzechem do zgryzienia.

Czyli kupując ubrania powinniśmy spojrzeć na skład pod kątem mieszanek?

Oczywiście, że tak. Klienci powinni pamiętać, że monomateriały (100% pojedynczego włókna) są łatwiejsze w recyklingu niż materiały mieszane. Recyklerzy poszukują szlachetnych tkanin więc kupowanie takich ubrań zwiększa szansę, że pewnego dnia trafią do recyklingu. Najlepsze są zatem tzw. nanomateriały. Gdy tylko producenci zaczynają mieszać włókna, zaczyna się problem z odpadami. Niestety do niedawna nikt się tym nie przejmował, liczyła się szybka produkcja, minimalizacja kosztów. Ale to się zmieni, bo producenci będą potrzebować materiałów pochodzących z recyklingu i muszą zrozumieć, że jeśli produkują ubrania o składzie 50% bawełny, 30% poliestru i 10% elastanu – nie będą używać ich ponownie i zostaną z odpadami. Wracając do Twojego pytania – tak, jest to również coś, na co mogą zwrócić uwagę konsumenci. Ich wybór jest niezwykle ważny.

Rynek wtórny ma przed sobą świetlaną przyszłość, zwłaszcza w Europie

My też mamy wybór. Głosujemy każdą wydaną złotówką.

Nie chcę nikogo pouczać, bo każdy ma inny styl życia. Nie dla wszystkich to, co robimy, będzie miało takie samo znaczenie. Żyjemy w bogatych krajach. Zupełnie inną strategię należy przyjąć w krajach rozwijających się gospodarczo. My już teraz bardzo powoli się rozwijamy, zarówno gospodarczo, jak i demograficznie. Trzeba się zastanowić, gdzie jest największa dynamika konsumpcji. To nie jesteśmy my, to Indie, Chiny, Indonezja. Życie wygląda tam zupełnie inaczej niż w naszych krajach.

Gdybym miał stworzyć jakąś uniwersalną radę dla wszystkich, powiedziałbym: nie kupuj rzeczy, których nie potrzebujesz, i niech to, co kupujesz, służy ci jak najdłużej, a potem odsprzedaj to innym. Teraz przyszedł czas na rozwój rynku wtórnego, powinien on zacząć dominować, powinien być uregulowany. Rynek wtórny będzie stawał się coraz bardziej konkurencyjny. W modzie vintage pojawia się coraz więcej nowych trendów. Przechadzając się po Warszawie, obserwuję dzieciaki, które w grupach chodzą po mieście i każda z tych grup ma specyficzny, zupełnie inny styl. Niektórzy mają ubrania od rodziców lub kupują je w sklepach z używaną odzieżą. Duże marki modowe obserwują to najmłodsze pokolenie, widzą, że ubieranie się w rzeczy drugiej ręki to trend i zaczną go naśladować.

Rynek wtórny ma przed sobą świetlaną przyszłość, zwłaszcza w Europie. Widać to doskonale na przykładzie aplikacji Vinted. Ludzie są gotowi zrobić zdjęcie, porozumieć się z innymi, wycenić swoje rzeczy i sprzedać nawet za 50-80 zł. To dużo wysiłku za tak mały dochód, ale ludzie to robią, mają satysfakcję, że nie wyrzucają swoich rzeczy, tylko sprzedają. Dzięki temu odświeżają swoją garderobę, robią miejsce na półkach. Konsumenci coraz chętniej przynoszą też używane ubrania do sieciówek zamiast wyrzucać je do śmieci. Obecnie problemem jest to, że brakuje im informacji o tym, co dzieje się z rzeczami, które oddali.

Jak możemy sprawdzić, co dzieje się z oddanymi ubraniami?

Często nie ma takiej opcji. Dlatego potrzebujemy przejrzystości w tym, co kryje się za tego typu zbiórkami. Czy mają na celu greenwashing, czy są to realne działania proekologiczne danej marki. Na szczęście nowe przepisy powoli zaczynają wymuszać przejrzystość tych działań, zaczynają powstawać cyfrowe narzędzia do gospodarowania odpadami, ich śledzenia, ale także do rozpoznawania tkanin. Przede wszystkim potrzebujemy narzędzi do śledzenia odpadów na masową skalę, ponieważ w ten sposób możemy faktycznie określić ilościowo, jaki obieg zamknięty materiałów już osiągnęliśmy.

Wracając do konsumentów, teraz istnieje wiele różnych certyfikatów, które pomagają im łatwo zrozumieć, nie będąc ekspertem, z czego wykonana jest koszula w sklepie. Nadal istnieje wiele materiałów do certyfikacji, nie wszystkie normy są takie same. Jeśli kupujący koszulę widzi na etykiecie znaczek „100% ekologiczny”, zakłada, że ​​jest to lepszy materiał niż inne, a niekoniecznie jest to prawda. Od czegoś jednak musimy zacząć. Jeśli chcemy kupować świadomie, warto zacząć od kupowania ubrań z tkanin o składzie 100%.

Podoba zasada panuje w opakowaniach. Lepiej kupować mleko w 100% plastikowym opakowaniu niż w kartonowym pudełku, które w rzeczywistości jest mieszanką papieru i plastiku. Takiej mieszanki nie da się przetworzyć.

Dokładnie tak. Zacznijmy więc od dobrego składu. Sprawdźmy też, czy tkanina jest wystarczająco gruba, zrezygnujmy z czegoś cienkiego i słabej jakości. Warto wydać więcej pieniędzy na dobre włókna, które pozostaną z nami na dłużej. Zwykle chodzę do sieciówek, takich jak H&M czy Zara, po podstawowe elementy garderoby, takie jak bielizna i skarpetki. To rzeczy, które kupujemy częściej. Jeśli potrzebuję ładnego polaru lub swetra – sięgam po wyższą jakość. Oczywiście muszę za to zapłacić odpowiednio więcej. Powinniśmy spojrzeć na ceny ubrań w taki sposób, aby proporcjonalnie obliczyć, ile wydamy w stosunku do tego, ile razy je na siebie założymy.

Nie lubię zrzucać odpowiedzialności na konsumentów. To wszystko, nie powinno być ich zadaniem, ale prawda jest taka, że jeśli zaczniemy zwracać na to uwagę, biznes szybciej pójdzie w tym kierunku, będzie więcej inwestycji w infrastrukturę i technologię. 

Zatem odpowiedzialność nie leży po stronie konsumenta, ale nasze zachowanie przyspiesza zmiany.

Szczerze mówiąc, nie mamy już czasu na decydowanie, kto powinien być pierwszy, musimy działać jednocześnie. Nie spodziewam się, że każdy konsument stanie się ekspertem. Musimy wykonać dużo pracy, aby ułatwić ludziom zrozumienie, co mają na sobie. W najbliższych latach branża modowa będzie musiała skoncentrować się na tworzeniu portfolio materiałów, paszportów produktowych, paszportów cyfrowych, systemu identyfikacji składu, pochodzenia itp. Znacznie większa będzie interaktywność między konsumentem a producentem. Konsumenci będą chcieli wiedzieć coraz więcej o swoich ubraniach. Jeśli idziemy do sklepu po rower to chcemy poznać jak najwięcej szczegółów, jest to kosztowny zakup, dlatego zapytamy o materiał, z jakiego jest wykonany, o technologie różnych komponentów itp. W przypadku ubrań również zaczniemy zwracać uwagę na takie szczegóły. Zadaniem biznesu jest ułatwienie dostępu do wszystkich tych informacji, aby klient idąc na zakupy mógł spojrzeć na etykietę i zrozumieć wszystko o tym produkcie. Nie będzie już patrzył tylko na kolor i krój. Zrozumie, co to za włókno, jaka chemia została użyta do barwienia, czy ten materiał można poddać recyklingowi. Aby było to możliwe, potrzebujemy działań ze strony marek, firm recyklingowych i nas samych. Ludzie głosują nie tylko portfelem, ale także świadomością.

Miejmy nadzieję, że w tym kierunku w przyszłości będzie zmierzać interakcja między branżą a konsumentem.

Tania moda nie jest już możliwa

Kiedy zaczynałam pracę po studiach prawie 20 lat temu Polska była na dorobku. Zależało nam przede wszystkim na tym, aby wzrastała jakość naszego życia. Coś nowego, prosto ze sklepowej półki sieciowego sklepu było dla mnie luksusem. Byłam dumna z upolowanej promocji. Nie było wtedy dla mnie do pomyślenia, aby wydać na jedną część garderoby znaczącą część pensji. Skład nie miał znaczenia. W końcu stało się tak, że kupienie czegoś drogiego wydawało się wręcz niemoralne. Dopiero po kilkunastu latach zrozumiałam, że jest dokładnie odwrotnie. Mój tata kupił mojej mamie płaszcz, kiedy skończyła 20 lat z wełny wydając na niego równowartość całej miesięcznej pensji. Chodziła w nim moja mama, później moje siostry i w końcu ja. Pewnie, gdym go nie zgubiła, miałabym go do dzisiaj. Jego jakość była po prostu niesamowita. Teraz wracamy do tamtych czasów i zachowań. 

Nawet gdybyś już w nim nie chodziła, sprzedałbyś ten płaszcz jako vintage. Inwestycja w drogie ubrania zwraca się nawet po wielu latach. Ja też mam też sporo ubrań vintage, które pochodzą z pokolenia moich rodziców, z lat 70 i 80-tych. Ich jakość jest zadziwiająca.

Tania moda nie jest już możliwa. Ceny i tak w pewnym momencie wzrosną. Nie będziemy mogli kupować rzeczy tak tanio jak dotychczas. Więcej pieniędzy wydamy na lepsze materiały. Cena ta obejmie również rozwiązania w zakresie recyklingu, gospodarowania odpadami i śledzenia. Ale nie uważam tego za coś złego. Kupimy mniej, drożej, ale będą to rzeczy, które warto kupić, naprawić lub odsprzedać. W ten sposób zaczynamy myśleć o materiałach.

Teraz o Tobie. Zostałeś nominowany do nagrody „30 under 30” w siódmym dorocznym konkursie Green Biz Group.

To podobny model konkursu jak „30 under 30” Forbesa, z tym że nie dotyczy zarabiania pieniędzy ale zaangażowania w zrównoważony rozwój w skali globalnej, nie tylko w branży modowej. Jestem bardzo zadowolony z tej nominacji.

Zatem trzymam za Ciebie kciuki. Jak zaczęła się Twoja pasja do działań proekologicznych?

Tych wartości nauczyli mnie moi rodzice. Mój ojciec pracował w energetyce, zajmował się biomasą i to od niego dostałam pierwsze informacje o tym, co dzieje się na świecie, w przemyśle. W naszym domu ważne było wyłączanie światła, oszczędzanie wody, rodzice nauczyli mnie szacunku do jakości, do rzeczy i jedzenia. Wiele im zawdzięczam. W liceum, kiedy nie mieliśmy jeszcze przedmiotu o zrównoważonym rozwoju, sprawy toczyły się zbyt wolno. Na szczęście byłem pierwszym pokoleniem, które od początku miało możliwość wyboru takich studiów. 

Od początku studiowałem zrównoważony rozwój. Najpierw w Maastricht, potem w Londynie, San Francisco i ponownie w Londynie i wreszcie w Mediolanie. Potem przyjechałem do Warszawy pracować dla IKEA Polska i tu zostałem. Teraz pracują stąd zdalnie dla Reverse Resources.

Od początku chciałem pracować z biznesem, bo wierzę, że to tam potrzebna jest największa zmiana. Chciałem mieć wpływ na biznes od środka.

Dziękuję 🙂

< wstecz