Waste Busters
Waste Busters

Wywiady

Wywiady

“Jesteśmy głosem środowiska.  W Polsce jest to bardzo trudna rola”- Ewa Chodkiewicz, dyrektorka działu ochrony przyrody WWF Polska.


Medialne hity, takie jak ratowanie zagrożonych gatunków zwierząt, to jedynie ułamek działalności WWF. Bycie głosem środowiska w Polsce jest wyjątkowo wymagającym zadaniem, ponieważ trzeba wziąć na barki wszystko to, czego nie robi administracja publiczna. W tematach związanych z ochroną środowiska naturalnego i neutralnością klimatyczną pozostajemy w tyle za innymi krajami unii. 
Praca w WWF to zatem często żmudne rozmowy w sejmie, przeglądanie ustaw, praca w cieniu. Jakie są tego efekty? Jak WWF przygotowuje nas do listopadowego COP-u? Jak wygląda jej współpraca z biznesem? 

Zapraszam Was do przeczytania mojej rozmowy z Ewą Chodkiewicz, dyrektorką działu ochrony środowiska WWF w Polsce.

Który temat, z tych podejmowanych przez WWF, jest dla Ciebie najbliższy, najważniejszy?

Wszystkie tematy są ważne. Dla mnie osobiście bardzo bliski jest aspekt konsumpcji i produkcji, czyli wpływ tego, co robi człowiek, na środowisko. Mamy w WWF dwa główne cele. Są to zatrzymanie utraty naturalnych ekosystemów i blokowanie procesu wyginięcia gatunków. Aby to osiągnąć potrzebne jest zatrzymanie produkcji, ograniczenie konsumpcji, zmniejszenie wpływu ludzi na środowisko. To wszystko wiąże się z koniecznością ograniczenia również produkcji gazów cieplarnianych. Zahamowanie tego, co robimy, zatrzymanie galopującego konsumpcjonizmu – to dla mnie osobiście największy cel. 

Biznes rządzi się dokładnie odwrotnym zasadami. Cały handel oparty jest na ciągłym wzrośnie. Czy masz jakąś wizję tego, jak powinien wyglądać współczesny biznes? 

Wierzę w ekonomię skali. Mierząc siły na zamiary, jako organizacja pozarządowa nie dotrzemy do każdego z ośmiu miliardów ludzi na świecie. Na pewno nie możemy dotrzeć nawet do każdego z 38 mln Polaków. Ale wszystkie analizy ekonomiczne pokazują, że tak naprawdę naszą gospodarką, tymi trendami w handlu, tym jak konsumujemy, rządzi kilkadziesiąt firm na świecie, to one wszystko kształtują. To, co odróżnia WWF od innych organizacji pozarządowych, jest to, że my pracujemy z biznesem. NGO-som, fundacjom, ludziom  trudno jest to często zaakceptować, że WWF na świecie i lokalnie pracuje z dużymi firmami a zamiast tego nie wspiera małych start-upów, które od początku do końca są ekologiczne, mają zamknięte obiegi. Moja odpowiedź brzmi – ekonomia skali. Nawet niewielka zmiana w modelu biznesowym dużych graczy, którzy są dostępni na rynku na całym świecie, ma większy impakt środowiskowy niż mały lokalny sklep ekologiczny. Oczywiście takie małe punkty też wspieramy. Sama korzystam z kooperatywy spożywczej czy malutkich sklepów, kupuję używane ubrania, produkty na wagę. Niemniej jednak, żeby zminimalizować wpływ na środowisko w pierwszej kolei nie możemy być ślepi na to, co się dzieje w koncernach, które decydują o tym, co kupuje większość ludzi na świecie. 

Jak Wam idzie? Jak wyglądają rozmowy z nimi? Mam wrażenie, że niewiele się zmienia w masowej ofercie. 

Naiwnością byłoby sądzić, że firmy nagle zrozumieją, jak ważne jest  środowisko i zaczną się o nie troszczyć. Trzy strony jednocześnie muszą się zachować dobrze i mieć na względzie środowisko. Konsument niestety na końcu jest biedny. Rozmawiam z ludźmi, odbieram telefony od konsumentów, którzy zadają mi bardzo trudne pytania. Nawet Ci , który chcą iść do  sklepu i chcą wybrać te produkty, które są bardziej ekologiczne, mniej szkodzące środowisku, są zdezorientowani. Narasta w nich frustracja i tracimy ich, oni sani tracą zapał. Idąc do sklepu nie mają rzetelnych informacji. Kto jest na tyle mądry, by wiedzieć, który sok wybrać, w szkle, kartonie, plastiku czy może w tetrapaku. Dużo produktów ma greenwashingowe oznakowania. Już coraz mniej, bo rozmawiamy z Radą Etyki i Reklamy, aby to zmieniać. Ale jednak konsument jest biedny.

Wymieńmy wszystkie trzy strony, o których mówisz.

Są to oczywiście legislator, czyli prawo, firmy i konsumenci. Wszyscy muszą wejść do gry, to musi być współpraca. Bardzo wiele naszych działań nie jest atrakcyjna medialnie. Wymagają żmudnej pracy nad aktami prawnymi czy analizą planów rządowych. Zgłaszamy uwagi  do ustaw, robimy rzecznictwo na rzecz ochrony klimatu i środowiska. Zależy nam, aby ustawy wymagały od firm i przedsiębiorców, żeby byli  do jak największej ilości rzeczy zobligowani. Tak samo jak zachowania konsumentów wymagają tego, aby był bodziec  finansowy. Stąd lobbujemy, może bardziej zachęcamy, bo nie podlegamy pod ustawę lobbingową, do tego, aby wprowadzić system kaucyjny.

A praca z  firmami, jak to wygląda?

No już powoli się coś dzieje, bo ci najwięksi gracze już niedługo będą musieli raportować wpływ na środowisko. Wchodzi raportowanie obowiązkowe ESG czyli Environmental Social Governance w krajach Unii Europejskiej. Największe spółki będą musiały raportować, w  jaki sposób szkodzą środku i jakie działania podejmują. To już nie będzie dobrowolne tylko obowiązkowe.

Mam nadzieję, że legislacja ich przykręcić.

Legislacja ich na pewno przykręci. My działamy właśnie w ten sposób, przekonując firmy do transformacji. W Polsce mamy trudny moment, kiedy czuję, że legislacja nie nadążą za tym, co się dzieje w unii. Nie mamy na przykład ustaw plastikowych, które już są w innych krajach, nie mamy też systemu kaucyjnego. Przedsiębiorcy, producenci opakowań, chcąc zachować konkurencyjność na rynkach unijnych, gdzie są już system kaucyjny czy wyższe opłaty za plastik, sami chcą się zmieniać i dostosować do innych. To jednak  trudny moment. 

Firmy wyprzedzają legislację.

Tak, mówimy o polskiej legislacji, która nie nadąża za tym, co się dzieje na świecie. Nasze ustawy i dyrektywy są transponowane z opóźnieniem, więc jako WWF działamy również w grupie doradczej przy ministerstwie środowiska prezentując głos środowiska.  

Nie jest to głośne medialnie.

Tak, to są po prostu żmudne rozmowy w ministerstwie, gdzie siedzimy przy stole z producentami, firmami, które organizują zagospodarowanie odpadów z samorządami.  My jesteśmy głosem środowiska i jest to bardzo trudna rola, ale podejmujemy się być rzecznikiem środowiskowym.

Przeczytałam sprawozdanie działalności WWF za 2020 r., który został opublikowany dokładnie rok temu. Zdaje się, że kolejny pojawi się niebawem. Macie masę inicjatyw w szczególności tych w terenie, czyli prawdziwych działań, takich jak spotkania z rybakami na chorwackiej wyspie. Nie mamy jeszcze do dyspozycji najnowszego raportu, dlatego chcę zapytać Cię o to, co dla Ciebie w poprzednim roku było kluczowe. 

Dla mnie ważnym projektem jest zeroemisyjna Polska. To nasze wielkie dokonanie, raport, który właściwie powinna zrobić administracja rządowa. Czyli już nie chcemy etapu, kiedy zastanawiano się, czy zmiany klimatu to prawda, i czy Polska też musi osiągnąć neutralność klimatyczną. My przeszliśmy do czynów. Projekt jest efektem rocznej pracy zespołów pobocznych, które wypracowały plan tego, jak dojść do zeroemisyjnej Polski w 2050 r. To jest raport, który obejmuje najbardziej emisyjne sektory czyli budownictwo, energetykę, rolnictwo i leśnictwo oraz transport. Pokazujemy w nim, jakie zmiany są potrzebne do osiągnięcia zeroemisyjności. Nie zrobiliśmy tego sami tylko w szerokim gronie z ekspertami z różnych dziedzin, aby osiągnąć konsensus i przejść od zastawiania się, czy to jest możliwe do tego, żeby powiedzieć, jak to zrobić, w jaki sposób osiągnąć nasz cel.

Do kogo skierowany jest raport? Co z nim zrobicie?

Raport był prezentowany na komisjach sejmowych i w senacie. Natomiast  klimaty polityczne wokół zeroemisyjności są, jakie są.

Czy zatem Wasza praca pójdzie na marne?

Wykorzystamy ten raport przed wyborami, będziemy pytać frakcje polityczne, czy w ich programach wyborczych te działania są. To na pewno nie jest to stracona praca. Raport jest szeroko dystrybuowany, dostępny na stronach dla wszystkich zainteresowanych polityków. 

Pojedziemy z nim na COP i pokażemy wyniki naszej pracy w Sharm el Sheikh. Będziemy odpytywać polską delegację o jej stanowisko. 

Tchnęłaś we mnie nadzieję. Będziemy bacznie obserwować to, co będzie się działo w listopadzie. Przejdźmy jeszcze do pomysłu zakładania prywatnych obszarów chronionych.

Tak, to bardzo duży temat. Zacznijmy od tego, że nie mamy wystarczająco dużo obszarów chronionych a duża część obszarów, które są chronione nie mają wystarczającego statusu ochronnego, to znaczy, że na tych terenach nadal prowadzona jest gospodarka leśna  w klasycznej formie. W tym obszarze WWF jest również zaangażowany.

To oczywiście wywołuje pytanie, dlaczego zajmują się tym organizacja pozarządowa, bo tym powinna zajmować się administracja, aby takie obszary wyłaniać. 

No ale czujemy, że jest taka potrzeba, są gatunki zwierząt, którymi naprawdę ostatnimi ostojami jest Polska. Jest to bardzo ważne. To projekt, który ma olbrzymią przyszłość. Aby tworzyć te obszary potrzebne są pieniądze więc chcemy ukierunkować działania na firmy, aby one również tworzyły prywatne obszary chronione. Jest to dużo lepsze niż sadzenie drzew. Oczywiście sadzenie drzew nigdy nie jest bez sensu.

Nie chodzi o to, aby było po prostu ładnie. 

Dokładnie, chodzi o coś więcej, o zachowanie miejsc w ich obecnej formie, uratowanie gatunków, dorzeczy. Czasami to obszary, do których nie można będzie mieć wstępu lub gdzie nic nie będzie zmienione.

Czy takie wydarzenia jak odwołanie Open’era otwierają, Twoim zdaniem, oczy polityków na to, że klimat zmienia się szybko. Tak wiele jest w ich rękach.

Myślę, że to za małe wydarzenie, żeby cokolwiek się zadziało. Ale to, jak będzie wyglądać najbliższa zima może w nich coś poruszy. Ludzie staną tej zimy przed trudnymi wyborami, może zabraknąć węgla, energia jest coraz droższa. Myślę, że to może być moment, kiedy nasza administracja podejmie decyzje, aby przestać udawać, że węgiel ma u nas przyszłość. To też są nasze płonne nadzieje. Ciężko jest powiedzieć, dlaczego tak jest. Polityka ma krótkie te okresy, kiedy jest wpływowa. 

Czyli byle do wyborów. 

Dokładnie.

Jest jeszcze jeden obszar, w którym mamy niewydolną administrację. Jest to edukacja klimatyczna, systemowa. Jaką rolę w tym obszarze pełni WWF?

Mamy flagowe programy takie jak program z Pandą dla szkół i program edukacyjny Dieta Planetarna. Łączymy edukację dotyczącą diety, która jest zdrowa z aspektami środowiskowymi. Znacznie łatwiej przekonać szkoły, żeby żywiły dzieci w inny sposób, z większym udziałem warzyw, owoców, produktów sezonowych, tłumacząc, że to może mieć pozytywny wpływ na środowisko. Z kolei program z Pandą bazuje na materiałach dla szkół. Prowadzimy szkolenia dla nauczycieli, prowadzimy grupę wsparcia dla nich, chcemy ich zachęcić ich do tego, aby byli lokalnymi liderami ekologii. Otrzymują od nas szereg materiałów. 

Zdarza nam się szkolić administrację publiczną i to jest rzecz, z której jestem bardzo dumna. Mamy szkolenia, na których mówimy o tym, jak nie regulować rzek, jak zatrzymać pomysły na użeglownienia wszystkich polskich rzek. Dostarczamy wiedzę przyrodniczą i zachęcamy administrację do zmiany opinii. Czasami tej wiedzy brakuje. Czasami urzędnicy idą utartym szlakiem, trzymają się decyzji i w natłoku spraw nie mają po prostu dostępu do wiedzy. 

Jak zaczęła się Twoja własne przygoda z przyrodą? 

Ukończyłam studia z ochrony środowiska, ale nie to był jeszcze świadomy wybór. Namówiła mnie do tego koleżanka. Ona się nie dostała więc wylądowałam tam sama ale już na pierwszym roku wsiąknęłam totalnie. Później wyjechałam do Austrii , gdzie zaczęłam się interesować gospodarką o  obiegu zamkniętym, rozumianą jako gospodarka odpadowa. Tam to świetnie działało, było tam czysto w przestrzeni publicznej, działał system kaucyjny. Byłam zachwycona, zaczęło mi być to coraz bliższe. Po powrocie znalazłam pracę z Narodowym Funduszu Ochrony Gospodarki Wodnej. Temat pochłonął mnie do reszty.

Bardzo się cieszę, że znalazłaś Ewo dla mnie czas. Dziękuję.

Ja również.

< wstecz